Białystok. Proces 22-latka oskarżonego o zabójstwo dziadka i usiłowanie zabójstwa babci

0
55

Przed Sądem Okręgowym w Białymstoku rozpoczął się w czwartek (19.01) proces 22-latka oskarżonego o zabójstwo swego dziadka i usiłowanie zabójstwa babci

Sprawca podpalił też dom, w którym rodzina mieszkała. Motyw nie jest do końca jasny. Oskarżony mówił w śledztwie, że nie wie dlaczego to zrobił, potem wyjaśnienia odwołał.

Początkowo w tej sprawie wszystko wyglądało na pożar, w którym jedna osoba zginęła, a druga została ranna. 18 stycznia ub. roku palił się dom w jednej ze wsi w podlaskiej gminie Nowy Dwór. Zauważyli go funkcjonariusze Straży Granicznej przejeżdżający drogą. W trakcie swoich działań strażacy znaleźli wewnątrz nieprzytomną osobę, którą ewakuowali na zewnątrz. Przybyły na miejsce lekarz stwierdził zgon starszego mężczyzny.

Po zebraniu dowodów Prokuratura Rejonowa w Sokółce ustaliła, że doszło do zabójstwa. Zarzuty postawiła 22-letniemu wnuczkowi zmarłego.

Według aktu oskarżenia, oskarżony działał z zamiarem bezpośrednim zabójstwa i ze szczególnym okrucieństwem. Dziadka uderzył drewnianym taboretem w głowę, potem oblał benzyną. Oblał również dom wewnątrz i na zewnątrz, po czym budynek podpalił. Babcię przewrócił na ziemię, pobił pięściami i dusił, a nieprzytomną zostawił w płonącym budynku. To zarzut usiłowania zabójstwa, bo starsza pani, po odzyskaniu przytomności, zdołała o własnych siłach wyjść na zewnątrz.

Przed sądem chłopak nie przyznał się. Odmówił składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania

Chciałbym wszystkich przeprosić za to, co nawyrabiałem. Nie wiem jak to się stało i dlaczego. Rozumiem jaka kara mnie czeka” – powiedział jedynie.

W śledztwie początkowo przyznał się i opisał przebieg zdarzeń, ostatecznie jednak nie przyznał się i wyjaśnienia odwołał.

Nie wiem dlaczego to zrobiłem, zmarnowałem sobie i swojej rodzinie życie, no i nie zasługuję żeby żyć. Nie mogę tego wyjaśnić, bo ja naprawdę nie wiem” – mówił wtedy.

Nigdzie w tych wyjaśnieniach nie pojawił się potencjalny motyw. Oskarżony wspominał jedynie o nerwicy, swoich problemach psychicznych. Benzynę przyniósł z garażu. Po podpaleniu wsiadł do samochodu i pojechał po matkę do Dąbrowy Białostockiej, a potem na policję, aby… złożyć zeznania w sprawie napaści na niego ze strony znajomego.

Stamtąd wrócił do domu.

Wszystko się już paliło, cały dom, była już straż pożarna, karetka i wszystko (…). Żałuję, że nigdzie nie pojechałem i się nie zabiłem, zrobiłem coś potwornego” – mówił.

Twierdził, że nie miał z dziadkami żadnych zatargów.

Sąd rozpoczął w czwartek (19.01) przesłuchania świadków. Pierwszym była babcia oskarżonego. Na wniosek prokuratury miała zeznawać z wyłączeniem jawności. Ostatecznie odmówiła jednak zeznań. Wyszła z sali rozpraw po kilku minutach. (PAP)