34. rocznica ocalenia Białegostoku po wykolejeniu się pociągu z chlorem

0
51

Mijają 34 lata od wypadku cystern z ciekłym chlorem, które wykoleiły się na torach w Białegostoku

9 marca 1989 roku przy ul. Poleskiej w Białymstoku doszło do wykolejenia się cystern przewożących chlor. Życie mieszkańców miasta oraz okolic było zagrożone, ponieważ chmura śmiercionośnej substancji mogła zabić tysiące osób. Akcję ratunkową udało się jednak poprowadzić tak, że do rozszczelnienia nie doszło. Co roku 9 marca mieszkańcy dziękują za ocalenie, bo mimo dużego zagrożenia, nie doszło wówczas do wycieku i zatrucia.

W miejscu katastrofy przy ul. Poleskiej stoi krzyż. W południe zaplanowano tam  uroczystość. Wcześniej (o 11:00) w katedrze prawosławnej pod wezwaniem Świętego Mikołaja rozpocznie się nabożeństwo, a wieczorem (o 18:00) w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego.

W NOCY Z 8 NA 9 MARCA 1989 ROKU DO BIAŁEGOSTOKU WJECHAŁ POCIĄG TOWAROWY Z ZSRR

W skład pociągu wchodziło m.in. 12 cystern z ciekłym chlorem. Gdy transport przejeżdżał przez ul. Poleską, z powodu pęknięcia szyny nastąpiła katastrofa. Cztery cysterny wykoleiły się, a następnie osunęły się na pobocze torów. Każda zawierała od 43 do 52 ton ciekłego chloru. Gdyby śmiercionośna substancja wydostała się z przewróconych cystern, przy warunkach pogodowych, jakie wówczas panowały, obłok mógł rozprzestrzenić się na 3–4 kilometry szerokości i nawet 50 kilometrów długości. Ofiar śmiertelnych mogło być tysiące.

Ówczesne władze miasta przez kilka godzin trzymały w tajemnicy informację o wypadku.

Dopiero po godz. 11.00 rozpoczęła się ewakuacja. Ustawianie wykolejonych cystern trwało od godz. 15.00 do 1.30. Akcję białostockich strażaków wspierała ekipa centralnej stacji ratownictwa chemicznego przy Rafinerii Płockiej.

To, że nikt w tej katastrofie nie ucierpiał, wielu białostoczan uznało za cud

Wiele osób w mieście wierzy w to, że Białystok został ocalony, a do wycieku nie doszło za sprawą wstawiennictwa błogosławionego księdza Michała Sopoćki – orędownika kultu Miłosierdzia Bożego, który przez lata mieszkał i pracował w domu sióstr misjonarek właśnie przy ulicy Poleskiej, niedaleko miejsca wypadku, dlatego co roku w miejscu katastrofy odbywają się uroczystości.