Białystok. Będzie ciąg dalszy procesu dot. pogryzienia psa posła Żalka

0
67

Będzie ciąg dalszy procesu dotyczącego pogryzienia psa podlaskiego posła Jacka Żalka. Choć sąd pierwszej instancji odstąpił od wymierzenia kary mężczyźnie, którego zwierzę przez ogrodzenie ugryzło psa parlamentarzysty, to obrońca obwinionego złożył apelację

Sąd pierwszej instancji uznał, że ogrodzenie było niedostateczne, a właściciel jest winny tego, że nie zachował zwykłych środków ostrożności przy trzymaniu psa na swojej posesji. Obrona chce w tej sytuacji nie odstąpienia od wymierzenia kary obwinionemu, co sąd zrobił, a uniewinnienia.

Sądy zajmują się wnioskiem policji o ukarania sąsiada parlamentarzysty na podstawie Kodeksu wykroczeń.

ZOBACZ: Proces dotyczący pogryzienia psa podlaskiego posła Jacka Żalka – sąd odstąpił od wymierzenia kary

Do incydentu doszło ok. godziny 22-23, 1 listopada ub. roku w podbiałostockiej Niewodnicy Koryckiej.

Jak widać na nagraniach monitoringu, które były dowodem w tej sprawie przed Sądem Rejonowym w Białymstoku, posesji ogrodzonej murem ze stalową bramą wjazdową pilnował duży pies w typie owczarka kaukaskiego lub bernardyna.

Ulicą przechodził mężczyzna z innym psem, który nie był na smyczy. W pewnym momencie ten pies podbiegł do bramy i zwierzęcia za nią, doszło do kontaktu. Duży pies – przez szparę między prętami w stalowej bramie – ugryzł drugiego, który podbiegł do ogrodzenia.

Okazało się, że to pies podlaskiego poseł Jacka Żalka i to parlamentarzysta był osobą, która ze swoim labradorem tam spacerowała.

Między sąsiadami nie doszło do polubownego załatwienia sprawy. Chodziło o pokrycie kosztów leczenia weterynaryjnego, labrador miał ranę szarpaną boku.

Ostatecznie zawiadomiona policja skierowała do sądu wniosek o ukaranie. Obwiniła właściciela psa i posesji, że nie zachował zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia. Grozi za to kara ograniczenia wolności, grzywny do 1 tys. zł albo kara nagany.

Obwiniony tłumaczył przed sądem pierwszej instancji, że była noc, a pies – który w ciągu dnia przebywa w kojcu – o tej porze pilnował posesji. Mężczyzna chciał oddalenia wniosku o ukaranie.

Sąd Rejonowy w Białymstoku uznał jednak jego winę, ale – biorąc pod uwagę okoliczności zdarzenia, w tym to, że labrador biegał bez smyczy i nie był kontrolowany przez właściciela – odstąpił od wymierzenia kary i zwolnił obwinionego z kosztów sądowych.

Sąd uznał, że właściciel psa przebywającego na posesji nie zachował zwykłych środków ostrożności, wymaganych w takiej sytuacji, czyli – w ocenie sądu – w nienależytym stopniu zabezpieczył swoje zwierzę, by wyeliminować potencjalne niebezpieczeństwo. Wziął jednak pod uwagę, że do incydentu przyczyniło się postępowanie posła, który nie kontrolował zachowania swego psa.

Akta sprawy z apelacją obrońcy obwinionego trafiły do Sądu Okręgowego w Białymstoku. Termin rozpoznania skargi nie został jeszcze wyznaczony. (PAP)