Białystok. 37-latek oskarżony o śmierć znajomego – zgon po jednym ciosie pięścią w głowę

0
6

Przed Sądem Okręgowym w Białymstoku rozpoczął się w środę proces 37-letniego mieszkańca miasta oskarżonego o to, że w kłótni uderzył swego dobrego znajomego jeden raz pięścią w twarz, po którym to ciosie 33-latek doznał śmiertelnych obrażeń

Obaj mężczyźni dobrze się znali od kilku lat, długo pracowali ze sobą. We wrześniu ubiegłego roku razem pojechali do lasu w podbiałostockiej wsi Halickie. Z wyjaśnień oskarżonego wynika, że znajomy miał mu oddać pieniądze.

Gdy do tego nie doszło, zdenerwowany raz go uderzył pięścią w twarz. Kolega oskarżonego upadł, uderzając głową i plecami o twarde podłoże, doznając m.in. stłuczenia głowy, masywnego krwawienia wewnętrznego i obrzęku mózgu, co doprowadziło do zgonu. Prokuratura zakwalifikowała to jako spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, którego skutkiem była śmierć. Grozi za to od pięciu lat więzienia nawet do dożywocia.

Oskarżony przyznaje się jedynie do zadania ciosu, ale już nie do spowodowania tak poważnych obrażeń.

„Uderzyłem go raz. On przy mnie nie upadł i nie uderzył głową, jak opisuje to prokuratura. I nie wiem, czy to się wydarzyło później, czy on zemdlał. Ja go uderzyłem raz, gdy odchodziłem, on żył, nie wiem jak to się stało” – mówił w środę przed sądem.

Oskarżycielami posiłkowymi są rodzice i siostra zmarłego. 37-latek przepraszał ich na sali sądowej.

W śledztwie oskarżony wyjaśniał, że cała zdarzenie związane było z rozliczeniami finansowymi między nim a pokrzywdzonym. Chodziło o zakup przez tego drugiego samochodu z ogłoszenia. Mężczyźni pracowali wówczas razem, wykonując prace budowlane. Rozliczenia dotyczyły 700 zł.

„On powiedział, że ma te pieniądze, ale zakopane w lesie i musimy tam zajechać” – mówił w śledztwie.

W leśnej żwirowni w Halickich żadnych pieniędzy nie było. Wtedy po wymianie zdań padł cios pięścią.

„Ale nie mocno, bo kolegi bym mocno nie uderzył (…). Niemożliwe, żeby zmarł po moim jednym uderzeniu” – twierdził oskarżony.

Dodał, że cios padł „pod wpływem emocji i nerwów”.

Przesłuchany dodatkowo przed sądem biegły lekarz z zakresu medycyny sądowej mówił, że trudno jednoznacznie stwierdzić, jak początkowo zareagował uderzony mężczyzna na doznane urazy głowy, np. czy upadł lub stracił przytomność. Badania pośmiertne wykazały, że pokrzywdzony doznał krwotoku podpajęczynówkowego i masywnego obrzęku mózgu.

Odpowiadając na pytanie sądu biegły mówił, że można przyjąć, iż cios w twarz był co najmniej jeden, ale o dużej sile, ale też mogło ich być więcej. Uznał za mało prawdopodobne, bo po upadku poszkodowany uderzył tyłem głowy o drzewo, które było w pobliżu. Przyjął, że było to uderzenie o twarde podłoże, w tym o kamienie. Nie wykluczył też, że kamienie znajdowały się pod cienką warstwą piasku i z wierzchu nie były widoczne. Ale zaznaczył, że takie obrażenia mogły też powstać np. od ciosów pięścią lub od kopniaków.

Sąd uprzedził strony o możliwości zmiany kwalifikacji prawnej czynu na nieumyślne spowodowanie śmierci. To kwalifikacja łagodniejsza i zagrożona karą do 5 lat więzienia. Proces będzie kontynuowany w sierpniu, sąd chce wówczas przesłuchać ostatnich świadków.(PAP)